Była minister funduszy i polityki regionalnej, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim na platformie „Kanał Zero”, ostro skrytykowała sposób funkcjonowania rządu. Zarzuciła premierowi Donaldowi Tuskowi sprawowanie władzy poprzez wywieranie osobistej presji oraz lekceważenie mniejszych partnerów koalicyjnych. Opowiedziała również o okolicznościach swojego odejścia z rządu oraz o naciskach, z którymi musiała się mierzyć.
Pełczyńska-Nałęcz o Tusku. „Zarządzanie tą koalicją jest przemocowe”
Pytana przez Sroczyńskiego o sposób kierowania rządem, była minister opisała relacje w koalicji jako wykorzystywanie przewagi przez Koalicję Obywatelską kosztem mniejszych partnerów.
To jest przemocowość informacyjna, przemocowość personalna, osobista, poniżanie, takie lekceważenie, wykorzystywanie siły dużego koalicjanta do tego, żeby grozić i niszczyć wizerunkowo, ludzko i politycznie ludzi – oceniła w Kanale Zero.
Dziennikarz zapytał wprost, czy zachowanie premiera można nazwać mobbingiem. Polityczka nie zgodziła się na to słowo, ale podtrzymała sam zarzut.
Ja nie czuję się ofiarą. Wiem, że polityka jest twardą grą. Osobiście uważam, że bycie twardym nie oznacza bycia przemocowym – zaznaczyła.
Zaraz potem wskazała, kogo jej zdaniem dotyka ten problem.
Zarządzanie tą koalicją jest przemocowe – stwierdziła.
Jak mówiła, boją się zarówno mniejsi koalicjanci, których nazwała „małymi przystawkami”, jak i wielu ludzi w polityce.
W tej samej rozmowie ujawniła, że była przesłuchiwana przez prokuraturę przez trzy i pół godziny w sprawie zwrotu 700 zł podatku VAT sprzed około dekady.
Ja wiedziałam, że szukają na mnie. Po prostu z wielu źródeł dochodziły do mnie sygnały – wyznała.
Żarty podczas wyjazdu do Rumunii. „Dziaderskie zachowanie”
Osobnym wątkiem poruszonym w Kanale Zero stała się sytuacja z posiedzenia rządu, na którym Pełczyńska-Nałęcz była nieobecna z powodu oficjalnej delegacji. Jak tłumaczyła, prowadziła wtedy rozmowy o wspólnym stanowisku w sprawie unijnego budżetu.
To nie były żadne wakacje, tylko poważne negocjacje nad wspólnym stanowiskiem do budżetu unijnego. I pod moją nieobecność na Radzie Ministrów były prześmiewcze, cięte, w cudzysłowie, dowcipy, głównie panów – relacjonowała.
Sroczyński przytoczył wypowiedzi, które premier miał wygłosić podczas spotkania. Według relacji dziennikarza, Tusk zapytał o nieobecną minister, po czym rzucił żartobliwie: „może by już w tej Rumunii została”. Pełczyńska-Nałęcz nie potwierdziła, by były to dosłowne słowa premiera, skrytykowała jednak opisaną sytuację.
To jest dziaderskie zachowanie i wystawia świadectwo temu, kto tak się zachował – odpowiedziała.
Dodała, że o przebiegu posiedzenia dowiedziała się od innych osób, bo sama była wtedy za granicą.
Z Rady Ministrów w ogóle nie należy niczego wynosić. Ktoś uważał, że wyniesienie tego z Rady Ministrów mnie upokorzy – stwierdziła.
Spór o „Kredyt 0%” i groźba utraty stanowiska
Była minister powróciła również do kwestii sporu wokół programu „kredyt 0%”, forsowanego przez koalicjantów. Twierdzi, że podczas nieformalnego posiedzenia rządu wprost zagrożono jej utratą stanowiska – na co miała odpowiedzieć, że nie weszła do polityki po to, by sprawować urząd. Dyskusję zakończyła apelem o przestrzeganie podstawowych standardów.
Polityka to jest twarda gra, ale to nie musi być gra podła – zaznaczyła na koniec.