Telewizja wPolsce24 i portal wPolityce.pl opublikowały nagrania, na których ma być słychać Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Według tych mediów to zapis z zamkniętego spotkania kierownictwa Polski 2050. Najwięcej emocji budzi fragment, w którym była szefowa partii mówi o wyborze Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Autentyczności i pełnego kontekstu nagrań nie potwierdziła dotąd żadna niezależna strona.
Co powiedziała o wyborze Berka do TK
Na nagraniu Pełczyńska-Nałęcz wraca do sprawy powołania Macieja Berka i ostro krytykuje własny obóz za brak konsekwencji.
Maćka Berka niezwykle szanuję, ale jest politykiem, który bezpośrednio z rządu poszedł do Trybunału Konstytucyjnego — mówi na nagraniu.
Kluczowy jest zarzut o złamanie własnych postulatów.
Myśmy wołali, że trzeba go odpolitycznić, a tymczasem sami wprowadziliśmy polityka do Trybunału Konstytucyjnego — stwierdza była szefowa Polski 2050.
W kolejnym fragmencie Pełczyńska-Nałęcz nie zostawia złudzeń i wprost kwestionuje kwalifikacje kandydata:
To jest smutna prawda, ale prawda — niespełniającego formalnych kryteriów (…). I poparliśmy to.
Reakcje polityków
Wątek Berka szybko podchwycili politycy. Lider Konfederacji Krzysztof Bosak nazwał nagranie „sensacyjną informacją” i powiązał je ze sporem wokół Trybunału Konstytucyjnego. Zwrócił uwagę, że teza o niespełnianiu kryteriów wpisuje się w narrację obozu prezydenckiego, według której Berek nie wykazał wymaganego stażu.
Ostro taśmy komentował też Przemysław Czarnek, który odniósł się do nich na antenie wPolsce24.
Pani Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie powiedziała nic zaskakującego. Jeżeli jest się w Koalicji 13 grudnia, to mowa o jakichkolwiek standardach czy etycznych zachowaniach jest czymś zupełnie śmiesznym i aberracyjnym — powiedział Przemysław Czarnek.
Polityk PiS uznał przy tym „spowiedź” byłej minister za szczerą i powiązał sprawę z nadziejami własnego obozu na kolejne wybory.
Cała koalicja zmierza ku katastrofie i tym bardziej potrzebna jest nasza ciężka praca na prawicy, żeby te wybory wygrać — dodał.
Dopytywany, czy rząd w obecnej formie dotrwa do końca kadencji, przyznał, że jeszcze niedawno był tego pewien, dziś jednak już nie.
Maciej Berek to doświadczony prawnik i legislator związany z administracją rządową. W latach 2007–2015 kierował Rządowym Centrum Legislacji, a od grudnia 2023 roku wchodził w skład rządu Donalda Tuska jako minister i szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Z rządu odszedł w sierpniu, a na początku września Sejm wybrał go na sędziego TK głosami koalicji, stosunkiem 226 do 184. Mimo to jego przejście z gabinetu prosto do Trybunału budziło zastrzeżenia.
Zarzut o „niespełnianiu formalnych kryteriów” nie jest przy tym nowy. Jeszcze przed wyborem wątpliwości, czy Berek przez wymagane dziesięć lat wykonywał zawód radcy prawnego, podnosił szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. Sam Berek je odpierał i przedstawił zaświadczenie izby radców. Słowa Pełczyńskiej-Nałęcz powtarzają więc tę krytykę od wewnątrz obozu, który go wybrał.