Prezydent Karol Nawrocki wciąż nie odebrał ślubowania od Macieja Berka, którego Sejm wybrał na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” głowa państwa tłumaczy swoją decyzję względami formalnymi i przyjętą strategią. Kancelaria Prezydenta mówi o wątpliwościach wobec kandydata, a parlament odpowiada, że to podważanie suwerennych decyzji Sejmu.
Maciej Berek, były minister w rządzie Donalda Tuska, został wybrany na sędziego TK na początku września. Minęło kilka tygodni, a prezydent wciąż nie dopuścił go do złożenia przysięgi. Współpracownicy Nawrockiego mówią o „gigantycznych wątpliwościach”, czy kandydat spełnia formalne kryteria. Z kolei marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty przekonuje, że prezydent nie ma prawa blokować wyboru dokonanego przez izbę.
Prezydent pyta o staż kandydata
Nawrocki tłumaczy, że od części sędziów wybranych przez obecną większość ślubowanie już przyjął, bo mieli wiedzę prawniczą i nie budzili wątpliwości, niezależnie od tego, jak ocenia ich wcześniejszą działalność. Odmówił natomiast tym, którzy jego zdaniem wykazali się brakiem wiedzy ustrojowej i konstytucyjnej, czyli, jak to ujął, wzięli udział w „cyrku i przedstawieniu”.
W przypadku Berka prezydent wskazuje na jeszcze jeden problem. Jego zdaniem Kancelaria Sejmu musi wyjaśnić kwestię dziesięcioletniego stażu zawodowego kandydata.
Jeśli mam wziąć odpowiedzialność za tego sędziego Trybunału, mam prawo wyjaśnić wszystkie kwestie formalne — oświadczył.
Krajowa Rada Radców Prawnych zadeklarowała wprawdzie, że przepisy nie przewidują procedury sprawdzania, czy radca faktycznie wykonuje zawód, ale głowa państwa odwołała się do rynkowych realiów.
Czyli jeśli przychodzi po pracę 25-letni student i ma wpisane, że od 10 lat jest wolontariuszem albo doradza zarządowi, to nikt nie sprawdza? — pytał.
Podobnych wątpliwości nabiera, gdy mowa o wieloletnim doświadczeniu zawodowym.
Jeśli ktoś jest od 10 lat radcą prawnym, to chyba można sprawdzić, czy rzeczywiście praktykował jako radca prawny i czy może to udowodnić — dodał.
Jego zdaniem staranność, jakiej instytucje wymagają od zwykłych obywateli, powinna obowiązywać także kandydatów na sędziów sądu konstytucyjnego.
„Nie potrzebujemy polityków, tylko sędziów”
Drugim powodem jest spór o charakter Trybunału.
Jesteśmy w sporze. Mam pewną strategię, o której mówimy: w Trybunale nie potrzebujemy polityków, tylko sędziów. Tymczasem proponuje się nam polityka — stwierdził prezydent.
Jego zdaniem wprowadzenie do TK byłego członka rządu przeczy idei odpolitycznienia instytucji.
Jeśli odpowiedzią na zarzut upolitycznienia Trybunału przez wcześniejsze błędy ma być wprowadzenie do niego kolejnego polityka — ministra, który tworzył prawo w Kancelarii Premiera — to chyba nikt poważnie myślący nie widzi w tym chęci naprawy — ocenił.
Spór ma pozostać sprawą wewnętrzną
W rozmowie pojawił się też wątek możliwych reakcji zagranicy na sytuację w polskim wymiarze sprawiedliwości. Zapytany, czy Donald Trump poruszał temat Trybunału Konstytucyjnego, prezydent zaprzeczył.
Tak jak mówię, o wewnętrznych sprawach Polski staram się nie rozmawiać z przywódcami innych państw — zadeklarował.
Zapewnił, że tej zasady trzyma się podczas wszystkich wizyt zagranicznych, również w czasie niedawnej podróży na Filipiny i spotkań w Europie. Prezydent chce, by kwestie ustrojowe rozstrzygały się w kraju, bez udziału zagranicznych partnerów.
Prezydent odpowiada na zarzuty o lobbing
W wywiadzie nie zabrakło też wątku ustawy o kryptowalutach, którą prezydent konsekwentnie wetuje. Nawrocki ostro odpowiedział na sugestie Donalda Tuska, że jego decyzja została wylobbowana.
To jest tak niesmaczne i niepoważne, że nie powinno być częścią debaty — ocenił, zarzucając premierowi formułowanie oskarżeń bez dowodów.
Prezydent zapewnił, że nie ma żadnych związków z lobbingiem i nigdy nie spotkał się z Przemysławem Kralem. Przypomniał, że sam dwukrotnie proponował uregulowanie rynku kryptowalut, lecz jego projekty leżą zamrożone w Sejmie.